Co ona tu robiła? Dlaczego nie mogłem nic zauważyć? Zachowywałem się dziwnie... Może ją jeszcze zobaczę i wszystkiego się dowiem. Odwróciłem się, ale ona w tym samym momencie. Niezręcznie.
Gdy już odeszła na bezpieczną odległość, zacząłem za nią podążać. Szła do znanego internatu. Ona? Nie wyglądała na taką. Po jakiejś pół godzinie podeszła do domku numer 1. Przywitała się z dziewczynami.
Narracja trzecioosobowa
Kate podeszła do dziewczyn i z każdą się przytuliła. Zaczęła wyjmować z torb ubrania zakupione w sklepie. Andrew oglądał ją z ukrycia. Słyszał każde słowo wypowiedziane w tym domku.
-Ojejciu, już niedługo wyjeżdżasz...To straszne - powiedziała Pamela
"Wyjeżdżasz?" - pomyślał Andrew
-Sylwester będzie świetny. A potem będziemy się komunikować przez Skyp'a - pocieszyła Nathalia - I pewnie znajdziesz tam nowych znajomych w tym USA.... - zaczęła mówić melancholijnie
-Ale nie znajdę takich przyjaciółek jak WY! - wykrzyknęła Kate.
"Jedzie do USA?" - pomyślał dramatycznie Andrew
Wszystkie się zaśmiały.
Tak minął kolejny dzień.
Następny dzień Godzina 6.30 Z perspektywy Katheriny
Otworzyłam oczy i spojrzałam na wiszący obok zegarek. Jest w pół do siódmej. Nie mogłam zasnąć, więc powoli zaczęłam wstawać, tak aby nikogo nie zbudzić. Jeszcze tylko piętnaście dni do mojego wyjazdu. Bilet mam zarezerwowany na 1 stycznia o 16.40 . Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i założyłam nowe rurki z kraciastą koszulą. Wyglądało to tak:
Wrzuciłam do torby komórkę, portfel, notes, długopis, fajki, zapałki i inne. I wyszłam. Nikt tego nie zauważył. Poszłam do najbliższego parku. Usiadłam na ławce i zapaliłam. Oczywiście nie wyrzuciłam peta na trawę. Jestem kulturalna. Wyrzuciłam do kosza, stojącego obok. Wyrzucając podniosłam wzrok i zobaczyłam przed sobą Andrewa. Był ubrany w czarną bluzę i czarne spodnie.
-Cześć - przywitałam się.
-Hej, co tam?
-Dobrze, a u ciebie?
-Spoko. Chodzisz gdzieś tu do szkoły?
-Taa, do tego internatu zaraz za rogiem. A ty?
-Ja... - urwał się na chwilę i spojrzał w swoje buty - Ja przenoszę się w niedługim czasie do Winston-Salum.
-O... - zdziwiłam się - masz tam rodzinę?
-Tam mieszka moje rodzeństwo...
-Ach.
Usiadłam, a on obok mnie. Zaczęliśmy rozmawiać o różnych miasteczkach. On nie siedział blisko mnie, był trochę ode mnie odsunięty. Zazwyczaj patrzał się w dół i jakby wstrzymywał powietrze. Dzisiaj było pochmurno, co dało się odczuć. Na szczęście zabrałam ze sobą kurtkę.
Wciąż rozmawialiśmy. I wtedy przyszedł mi esemes od Nathalii:
Gdzie ty kurwa jesteś? Obiad już był, zaraz kolacja! Zbieraj się!
Odpisałam jej:
Nie zdążę na kolację. Wrócę później. Kryj mnie. Prooszę.
Odwróciłam głowę w stronę Andrewa. Na pewno przeczytał tego esemesa!
-Może lepiej dla Ciebie, żebyś wróciła? Nie chcę, byś miała przeze mnie problemy - powiedział i uśmiechnął się.
-Nie.., Nathalia na pewno coś wymyśli! - odpowiedziałam i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Jest godzina osiemnasta. - Mamy jakieś dwie do czterech godzin.
-Świetnie! Przejdziemy się?
-Jasne. Dokąd?
-Znam pewną fajną knajpkę. Pewnie jesteś głodna.
-Taa. Chodźmy! - powiedziałam.
Andrew poprowadził mnie najpierw na parking i wyciągnął kluczyki do białego Porsche 911 Carrera Cabrio.
-To twój?- zapytałam.
-Ta, odkładałem kilka - zamyślił się uśmiechając niezręcznie- lat.
-Nooo. -powiedziałam patrząc na auto. - to auto musi kosztować jakieś 520 tysięcy!
-Kosztowało - powiedział zamyślony. - To co jedziemy?
-Oczywiście.
Z perspektywy Andrewa
Szedłem na parking, tam jest moje auto.Może się trochę zdziwić jak je zobaczy...
-To twój? - zapytała.
-Ta, odkładałem kilka - musiałem coś szybko wymyśleć , chyba nie powiedziałbym jej "Nie odkładałem, bo prostu uzbierało się przez te kilkadziesiąt lat!" - lat.
-Nooo. - powiedziała myśląc "Łał, skąd on wytrzasnął tyle forsy! Kurwa ja bym takiej sumy nie uzbierała ze sto lat!", ale jej rodzice są bogaci, od zawsze tak było, ból. - to auto musiało kosztować jakieś 520 tysięcy!
-Kosztowało - powiedziałem rozmyślając o przyczynie bólu. - To co jedziemy?
-Oczywiście.
Otworzył drzwi pasażera dla Kate, po czym sam wsiadłem za kierownicą. Załączyłem silnik i ruszyliśmy. Katherina cały czas mówiła i myślała o tym "pięknym samochodzie". Wkurwiało mnie to jak cholera!
-Która godzina? - zapytałem
-19:11 , a co?
-Nie wiem, czy zdążysz do koleżanek. Już niedługo się rozstaniemy. Ja wyjeżdżam do Winston-Salem. - powiedziałem.
-No tak, ale ja też tam jadę.
-Co? - udawałem zdziwionego
-No, bo jadę tam do cioci, więc może będziemy chodzić to tej samej szkoły...
-Tak? To świetnie - udawałem szczęśliwego. Wydaje się słodka, ale i tak muszę ją zabić.
-Moi rodzice się rozstają. - powiedziała i zapytała się: - Mogę załączyć radio?
-Tak, już załączam - przez przypadek nasze dłonie dotknęły się
-Masz zimne ręce - powiedziała
-To od tego, że niezbyt lubię słońce. - próbowałem wyjść z tej trudnej sytuacji.
- Też tak kiedyś miałam... - powiedziała. obaczyłem obraz jej w łazience
-O - powiedziałem i spojrzałem w lewą stronę, szybko skręciłem i powiedziałem: - Już jesteśmy. Jak stoim z czasem.
Spojrzała na wyświetlacz komórki i powiedziałała:
-Za dziesięć dwudziesta.
-Może zdążymy. - uśmiechnąłem się w duchu
Z perspektywy Katheriny
"Na co zdążymy? Przecież już tu jesteśmy."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz