piątek, 27 grudnia 2013

Informacja

Nie jestem pewna, co do Waszej oceny tego bloga. Jeżeli pod tym postem będą chociaż dwa lub więcej komentarzy napiszę kolejny rozdział. :-)

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 12

Andrew wyszedł pierwszy i otworzył mi drzwi. Próbowałam wyjść sama szybciej, ale on mnie prześcignął. Stanęłam przed drzwiami i spojrzałam w górę, zobaczyłam napis "Karczma u mamusi"
-"Karczma u mamusi?" co to za nazwa?
-Mówię Ci świetne jedzenie!
Weszliśmy do środka. Tłoku dużego nie było, tylko parę osób przy stolikach. Usiedliśmy obok okna, za chwilę podeszła do nas gruba kelnerka.
-Co podać? - powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy.
Spojrzałam na menu i moja mina się zmieniła. Jestem na diecie, a tutaj :

-Czy mogę zamówić sałatkę wegetariańską?- zapytałam
-Córciu, zobaczymy, co da się zrobić - powiedziała śmiejąc się - A dla Ciebie młodzieńcze?
-Ja nic, nie jestem głodny.
-Na pewno, kochanieńki nic nie zjesz? Ty taka mała chudzina jesteś.
-Na pewno
-Dobrze.- i odeszła.
Odłożyłam kartę menu obok i popatrzałam się na Andrewa. Wyglądał trochę dziwnie, jakby miał się czymś zakrztusić!
-Wszystko w porządku?- zapytałam
-Muszę na chwilę wyjść - powiedział i wyszedł.
Próbowałam coś zobaczyć przez okno, ale nie udało mi się go dostrzec.
Kilka minut później
-Proszę oto sałatka! - Wykrzyknęła Sharlotta(tak miała na imię) - Mam nadzieję, że będzie smakowało!
-Tak - lekko się do niej uśmiechnęłam
Kelnerka spojrzała na puste miejsce na przeciwko mnie.
-A gdzie młodzieniec?
-Wyszedł, źle się poczuł.
-Aha, to ja nie przeszkadzam. - odeszła od stolika i podeszła pod bar, tam zaczęła wesoło rozmawiać z jakimś facetem, prawdopodobnie był to jej mąż. Wciąż było słychać śmiechy i chichy.
Popatrzałam na talerz, w którym miała być moja sałatka. Dostrzegłam tam trochę sałaty, parę pomidorów, ogórki itp, ale zauważył także tuńczyka. Zjadłam same warzywa. Jestem wegetarianką od 10 roku życia. Nie umiem wyobrazić sobie cierpiących zwierząt, tylko po to, by inni ludzie mogli to sobie zjeść!
Zjadłam warzywa i czekałam na Andrewa. Popatrzałam na wyświetlacz, jest godzina dwudziesta trzydzieści. "Gdzie on się podziewa? - pomyślałam - Dobra, ja już nie mam czasu! Kurwa! Co on musi tam robić?!"
-Przepraszam! - wykrzyknęłam w stronę baru - Poproszę rachunek.
Kelnerka zaraz zapisała na kartce cenę i podeszła do mnie
-Proszę. -podała mi kartkę, a ja zaczęłam wyjmować portfel, a z niego pieniądze - Jednak ten chłopak się nie zjawił. Och, chyba niewłaściwego chłopaka sobie znalazłaś!
-To nie jest mój chłopak! - powiedziałam i podałam harlottcie kasę - Dziękuję i dobranoc. - zaczęłam się ubierać, ale zapomniała, że przyjechałam tutaj autem Andrewa - Jest tu gdzieś auto stop? Bus? Czy coś w tym stylu?
Kelnerka się odwróciła i chwilę na mnie popatrzała - Chcesz dziecko o tej porze wracać autobusem? O tej godzinie tutaj zjawiają się bandyci! - powiedziała, ale spojrzała na moją minę - kilka metrów w lewą stronę od karczmy jest przystanek autobusowy. Tylko się pospiesz, bo tutaj raczej się nie zatrzymuje!
-Dobranoc! - wykrzyknęłam i wybiegłam.
 Wyszłam i spojrzałam w prawo- tam powinno być Porsche Andrewa - nie było. "Kurwa! Skurwysyn jeden pojechał beze mnie! - pomyślałam - Ja mu pokaże, jak się spotkamy!Kurwa" Zaczęłam go wyzywać od najgorszych sukinsynów. Spojrzałam w lewo i zaczęłam biec, wolę być wcześniej, żeby ten cholerny bus na mnie zaczekał. Ekranem komórki oświecałam sobie drogę, gdy jechało jakieś auto zaczęłam pokazywać znak, że chcę żeby mnie ze sobą wzięli. Nikt się nie zatrzymał, ani jeden cholerny dupek nie nacisnął przy mojej postaci hamulca! Co za jebane szczęście! Szłam i biegłam, aż dotarła. Na ścianach przystanku były zajebiste grafitii. Ci ludzie mają po prostu talent! Spojrzałam na kartkę wiszącą. Przeczytałam, że jedzie o 20.20 i 21.00. A jest godzina za pięć dwudziesta-pierwsza. Ale trafiłam! Teraz zauważyłam busa!Co za szczęście. Pokazywałam, zęby się zatrzymał, ale on nawet nie drgnął tylko dalej jechał. Nie rozumiem, wyszłam na ulicę i wtedy te nie zatrzymał. Poczułam ból.
                              Kierowca - narracja trzecioosobowa
-La, la, la , la święta zaraz będą - nucił sobie pod nosem kierowca ze słuchawkami na uszach - święta już za pasem la , la, la! Och! Jaką ty masz piękną twarz! - popatrzał się w lusterko. Odwrócił wzrok przed siebie na ulicę i obaczył Katherinę. - Ooooo! Nie!!!!! .
Próbował zahamować, ale za bardzo się ropędził
"Mój Boże Miłosierny! Ja nie chciałem!" - pomyślał i wyszedł z auta. Spojrzał na leżące ciało. Wyciągnął komórkę i wpisał numer 911
-Halo? Wypadek na Saturn Quest Road 45 droga, proszę o szybkie przybycie. Potrącona dziewczynka.
-Przez pana?
-Tak, proszę się pospieszyć!
-Już ludzie wyjeżdżają. - odpowiedział i się rozłączył
-Tylko mi tutaj nie umieraj! - prosił Kate.
Próbował jej zrobić oddechy i inne ćwiczenia ratunkowe. Po dziesięciu minutach przyjechała karetka i policja. Lekarze wysiedli i wyciągnęli nosze z karetki. Podeszli do dziewczynki i delikatnie położyły ją na noszach.
-Proszę iść wyjaśnić wszystko, co tutaj zaszło policji. -powiedział jeden z lekarzy.
-Oddycha! - wykrzyknął drugi i wszyscy czworo wzięli nosze na ręce, wnieśli je do karetki.

                        W tym samym momencie - przesłuchanie Leonarda Bonnforga.
-Dobry wieczór! - przywitał się policjant.
-Dobry wieczór.
-Imię i nazwisko, proszę
-Leonard Bonniforg.

Rozdział 11

                              Z perspektywy Andrewa
Co ona tu robiła? Dlaczego nie mogłem nic zauważyć? Zachowywałem się dziwnie... Może ją jeszcze zobaczę i wszystkiego się dowiem. Odwróciłem się, ale ona w tym samym momencie. Niezręcznie.
Gdy już odeszła na bezpieczną odległość, zacząłem za nią podążać. Szła do znanego internatu. Ona? Nie wyglądała na taką. Po jakiejś pół godzinie podeszła do domku numer 1. Przywitała się z dziewczynami.
                           Narracja trzecioosobowa
Kate podeszła do dziewczyn i z każdą się przytuliła. Zaczęła wyjmować z torb ubrania zakupione w sklepie. Andrew oglądał ją z ukrycia. Słyszał każde słowo wypowiedziane w tym domku.
-Ojejciu, już niedługo wyjeżdżasz...To straszne - powiedziała Pamela
"Wyjeżdżasz?" - pomyślał Andrew
-Sylwester będzie świetny. A potem będziemy się komunikować przez Skyp'a  - pocieszyła Nathalia - I pewnie znajdziesz tam nowych znajomych w tym USA.... - zaczęła mówić melancholijnie
-Ale nie znajdę takich przyjaciółek jak WY! - wykrzyknęła Kate.
"Jedzie do USA?" - pomyślał dramatycznie Andrew
Wszystkie się zaśmiały.
Tak minął kolejny dzień.

Następny dzień                        Godzina 6.30         Z perspektywy Katheriny
Otworzyłam oczy i spojrzałam na wiszący obok zegarek. Jest w pół do siódmej. Nie mogłam zasnąć, więc powoli zaczęłam wstawać, tak aby nikogo nie zbudzić. Jeszcze tylko piętnaście dni do mojego wyjazdu. Bilet mam zarezerwowany na 1 stycznia o 16.40 . Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i założyłam nowe rurki z kraciastą koszulą. Wyglądało to tak:


Wrzuciłam do torby komórkę, portfel, notes, długopis, fajki, zapałki i inne. I wyszłam. Nikt tego nie zauważył. Poszłam do najbliższego parku. Usiadłam na ławce i zapaliłam. Oczywiście nie wyrzuciłam peta na trawę. Jestem kulturalna. Wyrzuciłam do kosza, stojącego obok. Wyrzucając podniosłam wzrok i zobaczyłam przed sobą Andrewa. Był ubrany w czarną bluzę i czarne spodnie.
-Cześć - przywitałam się.
-Hej, co tam?
-Dobrze, a u ciebie?
-Spoko. Chodzisz gdzieś tu do szkoły?
-Taa, do tego internatu zaraz za rogiem. A ty?
-Ja... - urwał się na chwilę i spojrzał w swoje buty - Ja przenoszę się w niedługim czasie do Winston-Salum.
-O... - zdziwiłam się - masz tam rodzinę?
-Tam mieszka moje rodzeństwo...
-Ach.
Usiadłam, a on obok mnie. Zaczęliśmy rozmawiać o różnych miasteczkach. On nie siedział blisko mnie, był trochę ode mnie odsunięty. Zazwyczaj patrzał się w dół i jakby wstrzymywał powietrze. Dzisiaj było pochmurno, co dało się odczuć. Na szczęście zabrałam ze sobą kurtkę.
Wciąż rozmawialiśmy. I wtedy przyszedł mi esemes od Nathalii:

Gdzie ty kurwa jesteś? Obiad już był, zaraz kolacja! Zbieraj się!

Odpisałam jej:

Nie zdążę na kolację. Wrócę później. Kryj mnie. Prooszę.

Odwróciłam głowę w stronę Andrewa. Na pewno przeczytał tego esemesa!
-Może lepiej dla Ciebie, żebyś wróciła? Nie chcę, byś miała przeze mnie problemy - powiedział i uśmiechnął się.
-Nie.., Nathalia na pewno coś wymyśli! - odpowiedziałam i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Jest godzina osiemnasta. - Mamy jakieś dwie do czterech godzin.
-Świetnie! Przejdziemy się?
-Jasne. Dokąd?
-Znam pewną fajną knajpkę. Pewnie jesteś głodna.
-Taa. Chodźmy! - powiedziałam.
Andrew poprowadził mnie najpierw na parking i wyciągnął kluczyki do białego Porsche 911 Carrera Cabrio.
-To twój?- zapytałam.
-Ta, odkładałem kilka - zamyślił się uśmiechając niezręcznie- lat.
-Nooo. -powiedziałam patrząc na auto. - to auto musi kosztować jakieś 520 tysięcy!
-Kosztowało - powiedział zamyślony. - To co jedziemy?
-Oczywiście.

                              Z perspektywy Andrewa
Szedłem na parking, tam jest moje auto.Może się trochę zdziwić jak je zobaczy...
-To twój? - zapytała.
-Ta, odkładałem kilka - musiałem coś szybko wymyśleć , chyba nie powiedziałbym jej "Nie odkładałem, bo prostu uzbierało się przez te kilkadziesiąt lat!" - lat.
-Nooo. - powiedziała myśląc "Łał, skąd on wytrzasnął tyle forsy! Kurwa ja bym takiej sumy nie uzbierała ze sto lat!", ale jej rodzice są bogaci, od zawsze tak było, ból. - to auto musiało kosztować jakieś 520 tysięcy!
-Kosztowało - powiedziałem rozmyślając o przyczynie bólu. - To co jedziemy?
-Oczywiście.
Otworzył drzwi pasażera dla Kate, po czym sam wsiadłem za kierownicą. Załączyłem silnik i ruszyliśmy. Katherina cały czas mówiła i myślała o tym "pięknym samochodzie". Wkurwiało mnie to jak cholera!
-Która godzina? - zapytałem
-19:11 , a co?
-Nie wiem, czy zdążysz do koleżanek. Już niedługo się rozstaniemy. Ja wyjeżdżam do Winston-Salem. - powiedziałem.
-No tak, ale ja też tam jadę.
-Co? - udawałem zdziwionego
-No, bo jadę tam do cioci, więc może będziemy chodzić to tej samej szkoły...
-Tak? To świetnie - udawałem szczęśliwego. Wydaje się słodka, ale i tak muszę ją zabić.
-Moi rodzice się rozstają. - powiedziała i zapytała się: - Mogę załączyć radio?
-Tak, już załączam - przez przypadek nasze dłonie dotknęły się
-Masz zimne ręce - powiedziała
-To od tego, że niezbyt lubię słońce. - próbowałem wyjść z tej trudnej sytuacji.
- Też tak kiedyś miałam... - powiedziała. obaczyłem obraz jej w łazience
-O - powiedziałem i spojrzałem w lewą stronę, szybko skręciłem i powiedziałem: - Już jesteśmy. Jak stoim z czasem.
Spojrzała na wyświetlacz komórki i powiedziałała:
-Za dziesięć dwudziesta.
-Może zdążymy. - uśmiechnąłem się w duchu

                               Z perspektywy Katheriny
"Na co zdążymy? Przecież już tu jesteśmy."

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 10

Alex wpatrywał się w soją nową dziewczynę - Victorię. Zachowywał się jakby siedział na chmurach i w chmurach. Vici także się na niego patrzyła rozczulonym wzrokiem. Jeszce raz obejrzałam moją klasę panią od matmy.... Już niedługo będę musiała się z tym pożegnać.... Szkoda.
-Waszym zadanie domowym jest zadanie 46,47 i 48. Na kolejnej lekcji powtórzenie - wykrzyknęła nauczycielka. I dzwonek. Każdy zaczął gadać, pakować się i wychodzić.
Kilka kolejnych lekcji minęło szybko.
Po lekcjach                          Z perspektywy Kate
Właśnie szłam do domku z koleżankami, ale postanowiłam odświeżyć swoją garderobę. Weszłam do domku rzuciłam plecak obok łóżka. Wyciągnęłam z poduszki 100 zł. Powiedziałam, że wychodzę i wyszłam.
Szłam powoli, dzisiaj piątek. Mam dużo czasu. Oglądałam wystawy kolorowych ciuchów, ale jakoś nie przypadły mi do gustu. Zauważyłam jeden sklep "Melakoria Black". Od razu weszłam. Jeszcze było jasno, koło godziny 16.W środku było parę osób. Wszędzie widziałam same biało-czarne rzeczy. Czarne rurki, swetry, bluzy, podkoszulki, buty, dodatki, lakiery i inne. Wszystko wyglądało świetnie! Ale za to cholernie drogie! Mogłam wziąć więcej kasy. Powiedziałam sobie, że jutro też tu przyjdę po zajebiste czarne buty za kostkę ze sznurówkami.






















Właśnie tak wyglądały ,^,
Starczyło mi na spodnie i bluzę:
   

Zajebiste rzeczy! Podziękowałam, zapłaciłam i wysłam.
Po drodze zauważyłam facetów z fajkami. Podeszłam i zaczęłam:
-Macie pożyczyć fajkę?
-Mamy, ale za co? - odezwał się jeden koleś. Drugi mu zawtórował
-Za serdeczność - odpowiedziałam
-My chcemy czegoś innego - powiedział czwarty.- I ty wiesz czego
-Czego? Hmmm. Chcecie... - zaczęłam myśleć- DŁUGOPIS! - wystrzeliłam
-Hahha
-Czyli co nic z interesu?
-E, mała zaczekaj. - zaczepił drugi - Ty nam dasz, to co my chcemy, a my damy tobie to, co ty chcesz.
-Czego chcecie? - zapytałam
-Wiesz... - powiedział szczęśliwym głosem trzeci
-Hmmm.... -udawałam, że nie wiem
-Mała! Chcemy ciebie! - powiedział prosto z mostu dotychczas nie odzywający się trzeci. Oblizał sobie obrzydliwie wargi
-Więcej tak nie rób. Zniechęcasz całkowicie laskę. Łeee - powiedziałam z obrzydzeniem i powoli zaczęłam odchodzić.
-Kochana, gdzie idziesz? Już ci się nie podobamy
-W ogóle mi się nie podobaliście, ani nie podobacie!
-To co już nie chcesz papierosa?- powiedział czwarty
-Nie, jakoś mi się odechciało...
I pobiegłam. Biegłam najszybciej, jak mogłam. I wpadłam na chłopaka idącego w przeciwną stronę. Widocznie emo. Prze chwilę się na mnie spojrzał i powiedział:
-Przepraszam - i  dziwnie się na mnie patrzał.
-Nic się nie stało - odparłam
Zauważyłam , że faceci się zbliżają. Już miałam ruszyć, ale chłopak odezwał się:
-Gonią cię? - popatrzał się w moje oczy
-Możliwe - powiedziałam
-Jestem Andrew.
-Ja Katherina. Muszę biec.
-Odchodzą w przeciwną stronę.
Popatrzałam się w tamtą stronę. Odchodzili. Spojrzeli jeszcze przez ramię, ale się czegoś przestraszyli. Przyspieszyli krok. Po chwilii nie było ich widać. Odwróciłam się do chłopaka.
-To chyba już nie muszę biec...
Zauważyłam na jego twarzy nikły uśmiech. Spojrzałam na wyświetlacz komórki, była godzina 20.36
-Muszę już iść do domu - powiedziałam
-Aha, cześć - odpowiedział i odszedł. Ja poszłam w przeciwną stronę.
Idąc odwróciłam się. Natknęłam się na jego wzrok. Szybko się odwróciłam i przyspieszyłam.

Rozdział 9

Nigdy nie myślałam nad tym, jak umrę. Nie zastanawiałam się nad tym. Zawsze wszystko miałam. Sielanka. Rodzice wszystko załatwiali. Niektórzy mówili, że jestem rozpieszczonym bachorem. Teraz jest inaczej. Na początku szkół - moich wszystkich - byłam nieśmiała jak myszka. Zawsze byłam na boku. Miałam dwie przyjaciółeczki, z którymi wciąż się przyjaźnię. To one stworzyły mnie nową. Po przemianie chwilę byłam właśnie tym rozpieszczonym bachorem, też one mnie z tego wyciągnęły. Uwielbiam je za to! Te przyjaciółki to oczywiście Pamela i Samanda. Ona umarła. Była chora na białaczkę. Nawet pomoc materialna od rodziców. Nie pomogły. Miała zaledwie 14 lat. Umiała zawsze rozśmieszyć. Nawet na łożu śmierci zachowywała dobry humor, choć my płakałyśmy. Zazwyczaj starając się, by ona tego nie zauważyła. Śmiała się z nas, że płaczemy. Mówiła, że wszystko będzie dobrze. To właśnie były jej ostatnie słowa "Wszystko będzie dobrze" Zamknęła oczy i..... już ich nie otworzyła. Wtedy dopiero zaczęłyśmy naprawdę płakać. Strasznie rozpaczałyśmy. Przez cały rok. Rodzice zawozili nas do różnych lekarzy - psychologów. Moi rodzice wtedy się bardzoo kochali! A teraz....
                               Rozmowa z mamą
Mama zadzwoniła do mnie pod wieczór na telefon. Odebrała. Chcę się dowiedzieć prawdy!
-Kochanie! Nareszcie! Odebrałaś!! - zaczęła lamentować mama.
-Co się dzieje? Nie mam dużo czau. - powiedziałam gorzkim głosem.
-Ta sprawa z rozwodem... - przerwała na chwilę mama
-Taaak?- byłam dociekliwa
-To tata mnie zdradził!
-Co???? - wytrzeszczyłam oczy, co nie wyglądało zbyt fajnie.
- Wiesz, jest taka koleżanka w twojej klasie
- Która??
- Camila Redson?
- Taa... Chodzi tu taka jedna.
- To jest twoja siostra.
- Kurwa, że kurwa co??!! - zdenerwowałam się.
- Katherina! Proszę nie preklinaj.
- Ale ta dziwka jest moją siostrą?? Ojciec czy ty?
- Ojciec
- Dlatego się rozstajecie?
-Tak - zapłakała - odszedł do niej
- Kurwa. Skurwysyn pierdolony!
- Katherina! To twój ojciec!
- Pierdolony ojciec. Mamo jestem zdenerwowana do gran. Kończę...
Już coś klikałam i zaczęłam mówić najgorsze oszczerstwa na ojca. Mama słyszała połowę.
Później.                              Rozmowa z przyjaciółkami. Narracja trzecioosobowa.
Kate opowiedziała o wszystkim swoim dwóm koleżankom. Zdziwiły się, gdy to usłyszały. W domku nie było Jennifer.
- To dlatego, ta kurwa Camila się na mnie popatrzyła dziwnie... - powiedziała Kate.
- Może skojarzyła ci się z jej ojcem -  Pamela
- Wiecie dziewczyny, on chyba był podwójnym ojcem - oznajmiła nieoczekiwanie Nathalia  - Jakby patrzeć na to z boku, to twój ojciec ma ciągłe spotkania, prawie nie ma dla ciebie czasu. Więc mógł wtedy zajmwać się drugą córką
- Kurwa! - Katherina zaczęła płakać. "Wciąż podwijałam moje rękawy. Rany nie zeszły. Będą mi o tym przypominać, gdy tylko na nie spojrzę. To jest jedyny minus." - myślała.
Po rozmowie                            Z perspektywy Kate
Po Nowym Roku idę już do innej szkoły. Będę tu tylko chodzić do świąt. Oczywiście święta spędzę ze znajomymi. To będzie taka impreza pożegnalna- Sylwester. Będę mieszkać w Winston-Salem. Miasteczko w Stanach Zjednoczonych w stanie Karolina Północna. Dlaczego muszę jechać aż tak daleko?! Jadę do siostry mojej mamy- Alice. Zwariowana ciotka, mało wymagająca. Szaleństwo trzyma tylko i wyłącznie dla siebie. Po śmierci wujka Tom'ego. Mniej się uśmiecha. Nie mieli dzieci. Z zawodu jest lekarką. Dawno jeje nie odwiedzałam. Rodzice chcą załatwić swoje sprawy. Tata będzie się żenił. Mama dostała dwa listy - pozew rozwodowy i zaproszenie na ślub. Jej reakcja była.... dziwna jak na nią oczywiście. Wpadła w furię.
- On! Kutas jeden! Będzie mnie zaprasał na swój ślub z tą gównianą lafiryndą? - mówiła,
Sama chciała, abym nie przeklinała. Daje mi przykład.
                 Kolejny dzień-rano                  Z perspektywy Katheriny
Rano wstałam późno. Dopiero za dwadzieścia ósma. Spieszyłam się , aby tylko zdążyć na lekcje. Dziewczyny także spały. Obudziłam je piskiem, gdy zauważyłam godzinę. Jennifer zwiała rano. Wzięłam szybko ciuchy z szafy i pobiegłam do łazienki. Założyłam czarny lekki podkoszulek z ćwiekami, brązowe rurki i trampki Conversy.
Na szczęście przyszłyśmy w samą porę.Już mieli zamykać drzwi. W tym internacie po dzwonku zamykają drzwi, aby nikt nie wszedł lub nie wyszedł.
Biegłyśmy jak szalone! Uśmiałyśmy się przy tym...
Lekcja                                       Z perspektywy Kate
Wbiegłyśmy do klasy i wszystkie hórem krzyknęłyśmy:
-Dzień dobry! Przepraszamy za spóźnienie.
-Siadajcie! Ale żeby mi się to więcej nie powtórzyło.
-Dobrze.
Każda  nas usiadła w jakimś wolnym miejscu. Ja usiadłam z  Nathalią. Pamela zajęła miescy przy swoim chłopaku - Clausie. Wyciągnęłam podręcznik i zaczęłam szukać strony. Marika, siedząca z tyłu podszepnęła, że 78. Lekcja matematyki. Nawet jestem z tego dobra. Moja ostatnia ocena mnie zadowoliła.
-Zanotujcie sobie w zeszytach, że w poniedziałek będzie sprawdzian.
Zanotowałam, na ręce. Zapomniałam przy tym zabieganiu zeszytu. Za to nie zgłasza się nieprzygotowania. Przez chwilę w ławce  Nathalią dusiłyśmy się - z biegu. Gdy uspokoiłam się obeszłam klasę wzrokiem. Zatrzyałam się na Alex'ie.

Informacja

Zmiana imienia głównej bohaterki-dotychczas Anastasia. Teraz Katherina. Skrót - Kate.

wtorek, 10 grudnia 2013

Informacja

Czy chcecie, aby w książce pojawiły się siły nadprzyrodzone takie jak wampiry, wilkołaki, demony, anioły itp. Jeśli się zdecydowaliście, to obok jest ankieta. Lub może nie chcecie niczego takiego. Komentujcie tez moje wpisy :)
   Zapraszam do głosowania i komentowania! ;-)
                                                                              Julka